środa, 14 stycznia 2015

koniec

okej wiec z racji tego ze jestem chujowa i nie potrafię dotrzymać słowa zawieszam a właściwie to zamkam bloga. chciałam spróbować jeszcze raz ale coz jak widac nic z tego nie wyszło. przepraszam ze was zawiodłam, macie moje pełne pozwolenie do kontynuowania tłumaczenia tylko jeden warunek: NIE KOPIOWAĆ MOICH ROZDZIAŁÓW TŁUMACZONYCH PRZEZE MNIE NA SWOJEGO BLOGA Z TŁUMACZENIEM. jest to moja praca i liczę ze ja uszanujecie, jesli nie chce wam sie tłumaczyć poprzednich rozdziałów to podajcie link do mojego bloga. to tyle. dziekuje za ten rok ktory ze mna wytrzymaliscie, moze spotkamy sie jeszcze kiedys przy innym tłumaczeniu jak bede miała czas :) kocham was. pa.

niedziela, 14 grudnia 2014

Rozdział 45.

WAŻNE!!!
możliwe że niektórzy z was czytali ten rozdział na innym blogu, ale nie był on tam przetłumaczony w całości, tu jest pełna wersja.
czytaj notkę pod rozdziałem, ważne


Lekko zapukałem i spytałem.
-Mogę wejść?
Nie usłyszałem odpowiedzi ale słyszałem jak pociąga nosem. Ona płacze? Chwyciłem za klamkę i na szczęście drzwi były otwarte. Moje oczy rozszerzyły się na widok przede mną. Krew była na podłodze a Gabby leżała płasko na brzuchu.
-Co jest? Co się stało? –zapytałem
-Straciłam je – powiedziała przez łzy.
-O czym ty mówisz? Straciłaś co?
-Dziecko.
Moje całe ciało zesztywniało. Była w ciąży? Dlaczego mi nie powiedziała?
-Tak bardzo przepraszam- zapłakała.
Złapałem ręcznik z wieszaka wytarłem krew z podłogi zanim usiadłem obok niej, przytulając ją. Trzęsła się, dosłownie, trzęsła się w moich ramionach.
-Tak bardzo przepraszam- powtórzyła.
-W porządku, to nie twoja wina- próbowałem ją uspokoić.
-Nie nienawidzisz mnie?
-Nie. Nigdy nie mógłbym cię znienawidzić, a szczególnie nie z takiego powodu.
-Powinnam była ci powiedzieć...
-Masz racje, powinnaś, ale to że tego nie zrobiłaś nie znaczy że cię nienawidzę. Wciąż cię kocham Gabby, zawsze będę. 
Tak, byłem wkurzony że mi nie powiedziała. Ale nie mogłem na nią teraz nakrzyczeć, nie kiedy jest w takim stanie. Powiedziała mi że bierze tabletki. Innymi słowy, kłamała mi prosto w twarz. Dlaczego w ogóle miałaby to robić?
Po prostu nie wierzę, że mi nie powiedziała. Może dlatego spytała się czy chcę dzieci; wiedziała, że jest w ciąży. Tak czy siak, i tak powinna mi powiedzieć.
W końcu udało mi się ją uspokoić i zaniosłem ją do łóżka. Położyłem się obok i odwróciłem w swoją stronę żeby móc na nią patrzeć. Jej policzki wciąż były czerwone od płaczu.
-Od kiedy wiedziałaś?- spytałem spokojnie.
Starałem się być spokojnym dla jej dobra. Jeśli zacząłbym krzyczeć, wiem, że znów by się załamała.
-Od kilku tygodni... Wydaje mi się, że zaszłam w ciążę w Święta. Może nie czekaliśmy wystarczająco długo... 
-Dlaczego mi nie powiedziałaś?
-Myślałam... Myślałam, że jeśli ci powiem, to mnie zostawisz... Ale wtedy zdecydowałam, że powiem ci w twoje urodziny... znim...
-Zanim... co?
-Zanim powiem tak...
-W jakiej sprawie "tak"?
-Że cię poślubię.
-Zrobisz to?
-Tak.
-Nie tylko dlatego że byłaś w ciąży?
-Nie. Chcę za ciebie wyjść, bo cię kocham.
Położyłem dłoń na jej policzku i złączyłem nasze usta. Wciąż jestem zły, że mi nie powiedziała, ale już i tak za późno. Poza tym, w końcu powiedziała, że za mnie wyjdzie a to jest to na co czekałem strasznie długo. Nie zmarnuję tego tylko dlatego, że nie powiedziała mi o ciąży.
Wdrapała się na mnie i wsunęła dłoń pod materiał moich bokserek, próbując je ze mnie ściągnąć. Położyłem swoją dłoń na jej, zatrzymując ją.
-Co ty robisz?- spytałem.
-...Chcę spróbować jeszcze raz...
-Myślę, że powinniśmy poczekać. Nie mamy nawet ślubu, a ty dopiero co powiedziałaś tak.
Wyglądała na lekko zawiedzioną, ale przytaknęła i zeszła ze mnie.
-Sto lat- wyszeptała.
Spojrzałem na zegarek przede mną. Była północ.

***

Skończyło się na tym, że poszliśmy oglądać film, mimo że Gabby protestowała. Nie chciałem robić nic specjalnego, więc zasugerowałem kino. Jedynym argumentem, który ją do tego przekonał było to, że to moje urodziny a to jest to co chcę robić.
-Gdzie chcesz siedzieć?- spytałem kiedy weszliśmy do sali.
-Zawsze siedzę z tyłu- odpowiedziała.
Uśmiechnąłem się do siebie, kiedy szedłem do góry a ona za mną. Kiedy doszedłem do siedzenia w rogu w ostatnim rzędzie, usiadłem tam podnosząc podłokietnik tak, żeby nie był między nami. Pochyliła się kładąc głowę na moim torsie a ja objąłem ją ramieniem.
Nie minęła nawet połowa filmu, kiedy zacząłem się nudzić. Gabby miała paczkę słodyczy w ręce, więc ją zabrałem i wrzuciłem sobie trochę na rękę.
-Myślałam, że ich nie lubisz?
-Bo nie lubię- odpowiedziałem szczerząc się.
Podniosła się i spojrzała na mnie pytająco.
-Więc dlaczego mi je zabrałeś?
-Bo się nudzę- wzruszyłem ramionami rzucając jednym cukierkiem w jej koszulkę.
Jej usta uformowały się na kształt litery 'o' a ja skorzystałem z okazji i zrobiłem to samo z kolejnym. Sięgnęła żeby zabrać paczkę z mojej ręki ale uniosłem ją tak, że nie dosięgnęła. Próbując powstrzymać mnie przed kolejną próbą rzucenia w nią cukierkiem ostatecznie wspięła się na moje kolana. 
-Daj mi to- zażądała wyciągając dłoń.
-Teraz? Nie sądzisz, że powinniśmy iść w jakieś bardziej ustronne miejsce? 
Przetarła twarz dłońmi i zamknęła oczy- Chodziło mi o cukierki.
-Powinnaś się dokładniej określać.
-Powinieneś być mniej irytujący.
-Wydaje mi się, że chcesz mnie pocałować.
Nastąpiła chwilowa cisza.
-Wydaje mi się, że się mylisz.
-Wydaje mi się, że kłamiesz.
-Nie, nie kłamię.
-Więc dlaczego się zawahałaś?
-Zadajesz za dużo pytań.
-Zadałem tylko jedno.
-Zamknij się.
-Zmuś mnie.
Dłoń położyła na moim policzku i złączyła nasze usta. Nasze języki zaczęły walczyć o dominację, usta synchronicznie się poruszały. Upuściłem słodycze, które trzymałem w dłoni i położyłem ręce na jej biodrach, kiedy zaczęła nimi poruszać. Przesunąłem dłonie do zapięcia jej spodni, gdy ktoś zaświecił na nas latarką. Kurwa. 
-Albo każde z was usiądzie w osobnym kącie kina albo oboje stąd wychodzicie. Co wybieracie?- spytał mężczyzna z latarką.
Palce Gabby wślizgnęły się w moje spodnie i pociągnęła za gumkę od moich bokserek tak, żeby ten facet tego nie widział.
-Wyjdziemy- odpowiedziałem a Gabby wstała z moich kolan.

***

Tak szybko jak zamknąłem drzwi od apartamentu i odwróciłem się, zostałem przyciśnięty przez Gabby do drzwi, z jej ręką na mojej klatce piersiowej. Podróż powrotna tutaj była torturą, ale teraz kiedy jest taka napalona, cieszę się, że nie pojechaliśmy nigdzie indziej. 
Włożyła palec w jedną ze szlufek od spodni i pociągnęła do sypialni. Kiedy już tam byliśmy popchnęła mnie prosto na łóżko. Usiadłem na skraju łóżka i patrzyłem jak ściąga z siebie koszulkę rzucając ją na podłogę zanim usiadła na moich kolanach i popchnęła mnie zmuszając do położenia się na materacu.
Ustami zaczęła muskać skórę przy moim uchu, przez co otrzymała ode mnie małe jęknięcie.
-Co chcesz żebym zrobiła, kochanie?- wymruczała do mojego ucha.
-Jesteś pewna, że chcesz znać odpowiedź na to pytanie?
-Oczywiście.
-Chcę poczuć twoje usta naokoło mnie.
Zeszła ze mnie a ja usiadłem zdezorientowany.
-Nie siedź tak, rozbieraj się.
Kurwa. Czy mogłaby być taka władcza częściej? To gorące.
Zrobiłem to co kazała i usiadłem z powrotem na brzegu łóżka. Wróciła do mnie w samej bieliźnie. Czarna koronka... musiała zapamiętać jak bardzo mi się to podobało.
-Będziesz musiał-zaczęła
-Wiem. Po prostu klęknij.
Powinna wiedzieć, że nie oczekuję tego, że będzie ekspertem i będzie wiedziała co dokładnie robić. Nie przeszkadza mi to, że mam ją uczyć wszystkiego co wiem. To nawet fajne uczucie wiedzieć, że jestem jej jedynym.
-Tak?- spytała kiedy wszystko jej wyjaśniłem.
-Tak... dokładnie tak- napiąłem się.
Mój oddech przyspieszył, kiedy narzuciła swoje tempo przyzwyczajając się. Jeśli jej nie zatrzymam, zaraz dojdę.
-Stop- zażądałem.
Wyciągnęła mnie z ust i spojrzała na mnie zmartwionym wzrokiem.
-Zrobiłam coś źle?
-Nie kochanie, po prostu zdejmij swoje majtki i chodź tu- poinstruowałem ją.
Ściągnęła je i weszła na łóżko obok mnie. Zawisłem nad nią tworząc ścieżkę pocałunków na jej ciele.
-Czekaj- zatrzymała mnie- Nie biorę tabletek, pamiętasz?
Pomyślałem minutę zanim cokolwiek powiedziałem.
-Powiedziałaś, że chcesz spróbować jeszcze raz, tak?
-Ale powiedziałeś, że powinniśmy zaczekać.
-Zmieniłem zdanie.
Przyciągnęła mnie do siebie łącząc nasze usta, a ja w nią wszedłem. Moje usta były przy jej co jakiś czas ją całując podczas gdy nasze biodra cały czas się spotykały. Doszedłem razem z nią i podtrzymałem się nad nią opierając ręce o materac.
-Kocham cię- powiedziała cicho kiedy łza spłynęła po jej policzku.
-Czemu płaczesz?
-Bo będziemy mieć dziecko.
O Boże, to zabrzmiało kurewsko strasznie. Dlaczego to zrobiłem?
___________
heeeej po długiej przerwie
bez hejtów plz, wiem że nawaliłam okej?
nie musicie mi pisać teraz wykładów w komentarzach o tym jak to zaniedbałam bloga bla bla bla.
ale wróciłam
wiem że pewnie straciłam czytelników, trudno.
wiem, że są osoby, które wytrwale czekały na rozdział, dziękuję, kocham was.

wiem również że prawdopodobnie nie podołam znów, dlatego mam pomoc.
wiem, jak pewnie i większość z was, że powstało coś w stylu "corruption kontynuacja" idk, nie pamiętam nazwy bloga dokładnie i cóż, dogadałam się z autorką i oto jesteśmy we dwie tłumacząc tego bloga :)
rozdziały na pewno będą pojawiały się częściej bo z tego co wiem druga autorka (której imienia jeszcze nie poznałam bo nawet nie zdążyłam się zapytać lol) ma już przetłumaczone 10 rozdziałów do przodu, jednak są one przetłumaczone tylko częściowo.
jestem pewna że następny rozdział pojawi się jeszcze w tym tygodniu.

przepraszam za wszystko
i informuję że wszystko jest już po staremu.
kocham was.

pytania? - *klik*
twitter - *klik*

twitter drugiej tłumaczki - *klik*

so

Hi
Wiem że zjebałam ale naprawiam to!!!
wracam do tłumaczenia :)
idk
jakoś mnie naszło
że pewnie was zawiodłam więc nie wiem jak to będzie
ale postaram się dodawać rozdziały regularnie
kocham was

niedziela, 12 października 2014

Rozdział 44.

-Wiesz, myślę, że oszalałabym bez ciebie- przyznała.
-Więc dlaczego nie chcesz mnie poślubić?- spytałem trochę zbyt gniewnie.
-Co?- brzmiała zaszokowana przez moje pytanie
-Zapomnij o tym- westchnąłem i zabrałem ręce z jej tali
-Nie, to jest dla ciebie ważne i nie zapomnę tego o co mnie zapytałeś.
-Odpowiesz mi?
-Nie wiem, może to dlatego że jestem młoda… i ty też. Albo może… może jestem trochę przerażona…
Dlaczego miałaby być przerażona? Jasne że to piekielne zaangażowanie ale to nie znaczy że jest się czego bać.
-Niby czego?
-Wielu rzeczy… Na przykład jak chcesz zapłacić za ślub?
-To nie jest prawdziwy powód. Jaki jest prawdziwy że się boisz?
-Boję się po prostu, że….- odwróciła wzrok -..że nie będę wystarczająco dobra dla ciebie..że się mną znudzisz… albo-
Delikatnie uniosłem jej podbródek, by spojrzała na mnie i otarłem zbłąkaną łzę kciukiem.
-Po pierwsze nie pytałbym cię, gdybym myślał że kiedykolwiek mi się znudzisz. Nigdy nawet nie myśl, że nie jesteś dla mnie wystarczająco dobra. Jesteś lepsza nić dobra, jesteś doskonała. Jestem jedyną osobą która powinna być dla ciebie niewystarczająco dobra, po tym co ci zrobiłem.
Pokręciła głową.
-Nie mów tak, jeśli nie byłbyś wystarczająco dobry nie przyjęłabym cię z powrotem.
-Kocham cię tak bardzo i przepraszam że jestem takim idiotą za to co zrobiłem.
-Tak, jesteś ale i tak cię kocham.

***

Był piątkowy wieczór. Ten tydzień minął bardzo szybko ale to nie ma znaczenia jak długo ona jest ze mną.
Gabby trzymała mnie z daleka od siebie przez około 6 godzin dziennie kiedy ona chodziła do szkoły. Większość czasu po prostu ją oglądałem. Wtedy ona powiedziała że jest zdenerwowana gdy na nią się gapię.
Zamiast ją męczyć postanowiłem chodzić dookoła. Istnieje kilka miejsc  gdzie myślę powinnyśmy się udać kiedy jesteśmy tutaj.
-Spakowałeś wszystkie rzeczy? – krzyknęła Gabby z sypialni
-Tak mam je tutaj – odpowiedziałem.
Po kilku minutach wyszła z sypialni z jej walizką.
-Jezu, jedziemy tylko na weekend- stwierdziłem.
-nigdy nie wiadomo czego będę potrzebować – odparła.
Sprawdziła czy wszystko miała, wszyliśmy na zewnątrz zamknęliśmy drzwi  i schowałem walizki w bagażniku.  Starła się mi pomóc ale powiedziałem żeby usiadła do samochodu.
-Czemu nie pozwolisz mi pomóc? – narzekała gdy usiadłem obok.
-Nie chce żebyś zrobiła sobie krzywdę.
-To walizka, Harry, nie bomba.
-Niektórzy ludzie chowają bomby w walizkach – uśmiechnąłem się
-Tak, tak, tak. Chodźmy już
-Tak jest, proszę pani.
-Przestań, zanim cię uderzę.
-Przestać, co?
-Domyśl się, mądralo.
-Auć, prawie zraniłaś moje uczucia.
-Zamierzam zranić cię bardziej niż twoje uczucia w minutę
-Czy mam ci odliczać czas?
Uderzyła mnie w ramię a ja się uśmiechnąłem. To będzie ciekawa jazda.

***

Po tym jak dostaliśmy się do naszego pokoju hotelowego. Gabby powiedziała mi że nie czuje się dobrze. Kiedy zapytałem się jej co się stało, powiedziała że boli ją żołądek i poprosiła żebym przyniósł jej leki.
Byłem niechętny początkowo bo myślałem że będzie lepiej ale było coraz gorzej. Poprosiła mnie o Tylenol albo ibuporfen, to było trochę mylące bo myślałem że bolał ją brzuch. Może ma skurcze lub coś, nie wiem kurwa nie wiem. Po prostu idę po leki.
Kiedy wróciłem do hotelu nie było jej w sypialni, w łazience świeciło się światło ale drzwi były zamknięte. Lekko zapukałem i spytałem.
-Mogę wejść?
Nie usłyszałem odpowiedzi ale słyszałem jak pociąga nosem. Ona płacze? Chwyciłem za klamkę i na szczęście drzwi były otwarte. Moje oczy rozszerzyły się na widok przede mną. Krew była na podłodze a Gabby leżała płasko na brzuchu.
-Co jest? Co się stało? –zapytałem
-Straciłam je – powiedziała przez łzy.
-O czym ty mówisz? Straciłaś co?
-Dziecko.
_____________
hi
wiem że nawaliłam.
i jedyne co powiem to przepraszam.
nie będę się nawet tłumaczyć bo nie chcę się tu za bardzo rozwijać.
po prostu przepraszam.
zastanawiam się nad zawieszeniem bloga ale jeszcze nie wiem.
dziękuję tym którzy tu jeszcze ze mną są :)
kocham was<3

jeśli chcecie wiedzieć coś więcej, macie jakieś pytania to klik TU.

niedziela, 7 września 2014

Rozdział 43.

"‘Cause with you, I’d withstand 
All of hell to hold your hand 
I’d give it all 
I’d give for us 
Give anything but I won’t give up 
‘Cause you know, 
you know, you know 
I love you 
I have loved you all along 
And I miss you 
Been far away for far too long 
I keep dreaming you’ll be with me 
and you’ll never go 
Stop breathing if 
I don’t see you anymore"*

Coś w słowach tej piosenki która właśnie leciała w radiu sprawiło, że zacząłem myśleć o Gabby i naszym związku. Może dlatego, że było to wyjaśnienie tego co czułem kiedy byliśmy rozdzieleni przez te dwa tygodnie. 

Przeszedłbym przez piekło żeby z nią być i nie poddałbym się nawet gdyby ona to zrobiła; będę próbował. Mój umysł już wpadł na pomysł, że zostawi mnie w pewnym momencie. Nie jestem dla niej wystarczająco dobry i zdaję sobie z tego sprawę. Zasługuje na wiele więcej, ale nie mogę bez niej żyć. 

Nie chcę żeby mnie poślubiła tylko dlatego, że wtedy nie będzie miała możliwości odejść, bo technicznie będzie miała. Chcę ją za żonę, bo chcę spędzić z nią resztę życia. Chcę zasypiać z nią w ramionach i budzić się obok jej pięknej twarzy. Chcę mieć możliwość opiekowania się nią i rozpieszczać ją, tylko dlatego, że mogę.

Jeśli będzie chciała dzieci, dam jej dzieci. Co prawda nie byłem przyjaźnie nastawiony do tego pomysłu, ale kiedy spytała mnie o to ostatniej nocy, było inaczej. Sprawiło, że mam na dzieję, że możemy mieć wspólną przyszłość i oddałbym za to wszystko.

Wiem, że jestem głęboki, ale jestem prawie pewien, że znajdzie sobie kogoś nowego, lepszego niż ja kiedykolwiek będę, ale nie mogę się teraz wycofać.  Starałem się ruszyć do przodu przez te dwa tygodnie, ale skończyło się na tym, że czułem się jak gówno. Podążałem za nią i teraz mam ją przy sobie; nie ma mowy, żebym ją opuścił.

Najgorszą częścią czasu który spędziliśmy oddzielnie, nie była ta przez którą jej nie widziałem. To było wtedy gdy zobaczyłem ją w parku, a ona powiedziała mi, że ruszyła do przodu. Usłyszenie tego, utwierdziło mnie tylko w strachu, że zostawi mnie na zawsze.

Jestem pewien, że nie było ani razu kiedy o mnie pomyślała. Prawdopodobnie była z nim szczęśliwsza. Był dla niej lepszy. Chciałbym żeby był jakiś sposób, żebym mógł jej pokazać jak bardzo ją kocham; może wtedy nie odejdzie.

Kurwa. Muszę przestać o tym myśleć zanim oszaleję. Brzmię szalenie, prawda?

Nigdy nie czułem nic takiego do nikogo innego i to dla mnie dziwne, nowe doświadczenie. Cały czas uczę się jak się z tym pogodzić i z tymi emocjami o których istnieniu nie miałem pojęcia. Musiałem wydostać się z tego pociągu myśli i pomyśleć o czymś innym.

O czymś takim jak moje urodziny. Jak w ogóle wpadła na pomysł, żeby jechać do Nowego Jorku? Boże, mam nadzieję że nie zabierze mnie tam do żadnego klubu. Nie chodzi o to, że mam coś przeciwko klubom, po prostu nie lubię tego jak inni faceci się na nią gapią. Nie jestem wielkim fanem dzielenia się, a ona definitywnie nie jest czymś czym chciałbym się dzielić z kimkolwiek innym. Jest moja.

Teraz brzmię jak jakiś szaleniec. Jezu, Harry, co jest z tobą nie tak?

Wyszedłem z auta razem z Gabby, kiedy dojechaliśmy do kawiarni; poszedłem za nią, mimo że powiedziała, że nie muszę tego robić. Weszliśmy do środka a dzwonek nad drzwiami zabrzęczał. 

Złapałem kontakt wzrokowy z Shawn’em na sekundę, zanim sięgnąłem po nadgarstek Gabby i odwróciłem ją w swoją stronę. Jej ręce spoczęły na moim torsie kiedy złączyłem nasze usta, jedną ręką gładząc ją po policzku,

-Wow, jeśli nie znałabym cię lepiej powiedziałabym, że wciąż jesteś zazdrosny… to w pewnym sensie gorące- powiedziała do mnie Gabby z uśmieszkiem.

-Zazdrosny? Jestem pewien, że jesteś moją dziewczyną- odpowiedziałem uśmiechając się i cmoknąłem ją w czoło.

-Będę za 15 albo 20 minut.

-Okej.

-Napisz jeśli będziesz czegoś potrzebowała. 

-Napiszę.

Stanęła na palcach i cmoknęła mnie w policzek zanim odeszła do miejsca gdzie siedział Shawn. Przysięgam na Boga, że jeśli będzie czegoś próbował nakopię mu tak do dupy--

Naprawdę muszę się uspokoić. To nie za dobrze być tak nadopiekuńczym, prawda? To nie wygląda zdrowo. On chce tylko przeprosić… Mam nadzieję.

***

Napisałem do Gabby, że będę za 10 minut, ale mi nie odpisała. Zawsze odpisuje. Dlaczego od razu wpadam w taką paranoję? Jej ojciec przeniósł ją tu żeby była bezpieczniejsza, nie dlatego żeby wpadła w większe niebezpieczeństwo.

Kiedy dojechałem z powrotem pod kawiarnię, wysłałem jej kolejną wiadomość, żeby wiedziała że tu jestem. Jeśli wszedłbym do środka, żeby ją zabrać, mógłbym się zdenerwować. Już sam fakt, że był z nią sam przez ostatnie 20 minut działa mi na nerwy.

Po chwili siedzenia w aucie i czekania, zdecydowałem się do niej zadzwonić żeby dowiedzieć się co do cholery zajmuje jej tak długo. I wtedy zobaczyłem coś o czym nigdy nie chciałem nawet wiedzieć; ich całujących się.
Starałem się ze wszystkich sił powstrzymać burzę w środku mnie i nie rzucić się na niego. Nigdy nie wierzyłem że to będą tylko przeprosiny. Próbował znów ją ode mnie zabrać. 

Zmusiłem się do odwrócenia wzroku i wbiłem go w telefon, który miałem wrażenie, że zaraz rozwalę. Drzwi od samochodu otworzyły się i Gabby wsiadła do środka. Położyłem dłonie na kierownicy i ścisnąłem ją, starając się powstrzymać od krzyku na nią. 

Pochyliła się i cmoknęła mnie w policzek.

-Wziąłeś wszystkie twoje rzeczy.

-Ta- odpowiedziałem najbardziej spokojnym tonem jaki mogłem wymusić. Dlaczego nie mówi mi o pocałunku? Nie powinnaś czuć się winna i wytłumaczyć co się stało?

-Więc, zdecydowałeś co będziemy dziś robić?

-Nie wiem. Masz więcej facetów, których musisz całować?- spytałem raczej oschle. Jeśli nie ma zamiaru tego powiedzieć, to ja mam.

-Co?

-Widziałem cię i Shawn’a.

-Cóż, oczywiście nie widziałeś tego jak go odepchnęłam. Naprawdę myślałeś, że mogę cię zdradzać?

-A dlaczego nie? Byłem samolubnym chujem dla ciebie przez długi czas.

-Nie zdradziłabym cię. Kocham cię, Harry, wiesz o tym.

Mówi, że cię kocha, ale nie chce cię poślubić.

Kurwa. Nienawidzę mojego mózgu. Powiedziała że o tym pomyśli i to mi wystarcza. Kogo ja oszukuję? To mi nie wystarcza. Chcę żeby powiedziała tak… Potrzebowałem, żeby powiedziała tak. Zamiast tego mnie pogrąża. Ale oto jestem, obok niej, bo nie wygląda na to, żebym mógł ją zostawić.

-Ta, wiem- odpowiedziałem w końcu.

***

Skończyło się na tym, że wróciliśmy do jej apartamentu, bo nikt z nas nie wymyślił co moglibyśmy robić. Siedziałem na kanapie, przeglądając rzeczy na telefonie kiedy ktoś delikatnie zabrał go z mojej ręki i położył na stoliku. 

Gabby wspięła się na moje kolana i owinęła ramiona wokół mojej szyi, uśmiechając się zanim złączyła nasze usta. Położyłem ręce na dole jej pleców, kiedy mój język powędrował po jej górnej wardze. Odwróciłem się i położyłem się na kanapie z nią na sobie.

Jej ręce powędrowały do moich włosów kiedy przytrzymywałem jej talię. Oderwała się ode mnie, cmokając mnie w usta.

-Wiesz, myślę, że oszalałabym bez ciebie- przyznała.

-Więc dlaczego nie chcesz mnie poślubić?- spytałem trochę zbyt gniewnie.  


* Nickelback- Far Away. Jeśli chcecie tłumaczenie piosenki kliknijcie tu.
_______________________
hej hej hej!
witam was po troszkę dłuższej przerwie, ale nie aż tak długiej ;)
wiem, że rozdział miał być tydzień szybciej, ale wróciłam wykończona z obozu i przyszła szkoła więc... wybaczcie.
dziękuję za wyrozumiałość i niewiele komentarzy typu "kiedy next?W@#?!#?!@?~!@" lol

apropos komentarzy.

dziękuję za 60 KOMENTARZY pod ostatnim rozdziałem.
szczerze naprawdę nie spodziewałam się, że aż tyle osób czyta moje wypociny wow.
mam nadzieję że od teraz będziecie mi komentować, a nie, że nie mogę się doprosić tych komentarzy, no pls, nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy.

btw jeśli ktoś z was jeszcze nie jest informowany o rozdziałach na twitterze to zapraszam do zakładki "informowani" :)

sprawa rozdziałów, uwaga, ważne.

jak już wiecie, jestem w ostatniej klasie gimnazjum= testy= nauka= mniej czasu dla siebie.
musicie to pojąć.
rozdziały będę starała się dodawać co tydzień, w sobotę albo niedzielę, bo to jedyne dni w których mam wolne.
ale proszę nie złośćcie się jeśli nie uda mi się dodać rozdziału, a dodam go tydzień później, ponieważ czasem ja tez mam ochotę rzucić wszystko i po prostu odpocząć okej?

dziękuję, to na tyle, kocham was.

dajcie follow


niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdział 42.

PROSZĘ ABY KAŻDY KTO CZYTA CORRUPTION, K A Ż D Y, SKOMENTOWAŁ TEN ROZDZIAŁ!!!
chcę sprawdzić ile was jest, więc błagam zróbcie to, chociaż pozostawiając głupi komentarz "czytam", proooooooooszę


-Chcesz mieć dzieci? 



Nastąpiła kompletna cisza.



-Co?- spytał Harry w niedowierzaniu



-Nie mówię, że teraz, mam na myśli w przyszłości.



-Nigdy o tym nie myślałem... Nigdy nie myślałem że znajdę kogoś dla siebie.



-A teraz?



-Teraz jest trochę inaczej.



Unikał mojego pytania. To oczywiste, ale naprawdę chciałam znać odpowiedź.



-Nie będę na ciebie zła jeśli powiesz nie- mruknęłam.



-Więc, jeśli powiem, że nie chcę ich mieć przez najbliższe milion lat, nie będziesz zła?



-Cóż, jeśli powiesz to w taki sposób...



-Żartuję.



-Więc...



-Więc jeśli w pewnym momencie zapragniesz dzieci... Nie będę miał nic przeciwko, żeby cię zapłodnić.



-Harry!- pisnęłam uderzając go w ramię.



-Tak, kochanie?- spytał z uśmieszkiem.



Obruszona odwróciłam się na bok, plecami do niego. Nie trwało to długo zanim poczułam jego ręce na sobie, odgarniające moje włosy z szyi, kiedy zaczął całować moją skórę.



-Mogę cię spytać o coś jeszcze?



-Hmm?- mruknął w moją szyję.



-Czy chciałeś dzieci zanim mnie poznałeś?



Odsunął się i westchnął cicho.

-Było dużo rzeczy, których nie chciałem zanim cię poznałem. Nie chciałem też być w poważnym związku.


-Więc uważasz nasz związek za poważny?



-Tak- zatrzymał się- A ty nie?



-Nigdy o tym nie myślałam. Ale spytałeś mnie czy za ciebie wyjdę, więc myślę, że to sprawia ten związek poważnym.



-Ta oferta wciąż jest aktualna. Nawet jeśli nie chcesz brać ślubu, chciałbym założyć jakiś pierścionek na twój palec.



Uśmiechnęłam się kiedy przykrył nas kołdrą i objął ramieniem moją talię.



-Pomyślę o tym, okej?



-Okej, kochanie.



***



Zauważyłam, że zawsze budzę się szybciej niż Harry. To mnie dziwi, bo uwielbiam długo spać, ale wydaje mi się, że on mógłby spać cały dzień jeśli bym mu na to pozwoliła.



Z drugiej strony zawsze mogłam ukraść jego koszulkę. Nie pytajcie dlaczego, ale wydawało się jakby miał bardziej miękkie koszulki niż ja... i pachniały nim. Czy to dziwne, że lubię jak pachnie? To brzmi dziwnie jeśli o tym pomyślę.



Poszłam do łazienki i zaczęłam myć zęby. Gdy już skończyłam uczesałam włosy i ruszyłam do kuchni zrobić kawę.



Harry obudził się gdy robiłam kawę. Wiedziałam tylko dlatego, że widziałam włączone światło w łazience.



-Nie będzie ci przeszkadzać jeśli użyję twojej szczoteczki?- spytał Harry z łazienki.



-Wydaje mi się, że pod zlewem była dodatkowa- odpowiedziałam, stając na palcach, żeby wyciągnąć dwa kubki z szafki.



Ten apartament był wyposażony dosłownie we wszystko oprócz moich ciuchów i jedzenia. Nie wiem dlaczego mój ojciec odczuł potrzebę żeby dać mi taki ładny apartament, ale może to jego sposób na wynagrodzenie mi tego, że nie było go koło mnie przez całe życie. Jakikolwiek to powód, cieszę się, że nie muszę spać na ulicy.



Wlałam kawę do kubków, ale nie zalałam Harry'emu do końca. Nie jestem osobą, która dolewa sobie dodatkową śmietanę i cukier, dodałam tylko jedną albo dwie paczki* cukru i to wszystko.



Oparłam się plecami o blat z rękoma dookoła kubka. Jedna była na rączce przytrzymując kubek a drugą dłonią podtrzymywałam go z przeciwnej strony. Ciepło pochodzące od niego z jakiegoś powodu wydawało się mnie relaksować.



Harry wszedł do kuchni i uśmiechnął się widząc że mam na sobie jego koszulkę. Podszedł do mnie i ułożył ręce na moich biodrach, pochylając się i przyciskając swoje usta do moich. Smakował jak mięta, na szczęście nie piłam jeszcze swojej kawy. Na oślep odłożyłam kubek na blat za sobą, żebym później owinąć ręce wokół jego szyi, pogłębiając pocałunek. Siedziałam na blacie, Harry stał między moimi nogami, a moje dłonie powędrowały do jego szczęki. Oderwał się ode mnie i oparł swoje czoło o moje. 



-Cóż, to jest jeden z dobrych sposobów na powiedzenie dzień dobry- skomentowałam.



Uśmiechnął się i cmoknął mnie w usta.



-Dzień dobry.



-Dobry- uśmiechnęłam się.



Zawsze pomijam słowo "dzień"... Nie wiem czemu. Może dlatego, że nie lubię poranków**.



-Muszę iść dziś na zakupy. Sklep był ostatnio strasznie zatłoczony i wyszłam z niego bez niczego- poinformowałam go, cały czas trzymając ręce na jego karku.



Przejechał dłońmi w górę i w dół moich ud.

-Mogę iść z tobą.


-Jeśli chcesz- zgodziłam się zanim pocałowałam go w usta.



W końcu zeszłam z blatu i wypiłam moją kawę. Harry starał się przekonać mnie, żebym pozwoliła mu wziąć ze sobą prysznic, ponieważ zaoszczędzimy i czas i pieniądze, ale nie zgodziłam się na to i poszłam sama. Aktualnie czesałam moje wysuszone włosy w łazience, podczas gdy Harry się kąpał.



-Powinnam zaczesać włosy do góry czy zostawić tak jak jest?- pomyślałam na głos.



-Jezu, i tak, i tak wyglądasz pięknie- odpowiedział Harry, mimo że nawet nie kierowałam do niego tego pytania.



Zostawić tak jak są. Nie czułam, że powinnam coś z nimi zrobić, więc czemu nie zostawić by ich naturalnie prostych?



Rozdzieliłam włosy i odgarnęłam grzywkę na bok, jak zawsze, gdy Harry wyszedł spod prysznica z ręcznikiem owiniętym wokół bioder. Przeszedł obok mnie i nie mogłam nic poradzić na to, że patrzyłam na to jak odchodzi do sypialni, mięśnie na jego plecach napinały się z każdym ruchem. Szybko odwróciłam wzrok, skupiając się na moim makijażu, żeby nie przyłapał mnie jak się gapię.



Gdy już kończyłam swój makijaż, Harry stanął za mną i objął mnie rękoma wokół talii i cmoknął w policzek. Uśmiechnęłam się i położyłam swoje ręce na jego, opierając się o jego tors.



-Nie rozumiem dlaczego się malujesz; nie potrzebujesz makijażu- powiedział Harry idąc do auta.



Zaoferowałam, że poprowadzę, ale wiecie jak to jest z mężczyznami i ich potrzebą kontrolowania wszystkiego. 



-Potrzebuję go.



-Nie, nie potrzebujesz.



-Nie będziemy się o to kłócić.



-Nie będziemy, bo wiesz, że mam rację.



-Cokolwiek powiesz- uśmiechnęłam się, siadając na siedzeniu pasażera.



-To prawda.



-Mmhmm, oczywiście, że tak. Więc, kiedy zabierzesz rzeczy ze swojego pokoju w hotelu?



-Nie wiem. Nie będziesz miała nic przeciwko jeśli zajedziemy tam w drodze powrotnej?



-Nie, w porządku. To nie tak, że mam plany czy coś.



-Może powinniśmy coś porobić.



-Jak na przykład co?



Kiedy on myślał o czymś do roboty, pewien pomysł wpadł mi do głowy. Jego urodziny są naprawdę niedługo. Co mam zrobić? Co mu dać? Może powinniśmy gdzieś pojechać... albo raczej zostać... Ugh, nie wiem.



Myślę, że go o to spytam, nawet jeśli wolałabym żeby to była niespodzianka. Nie chcę robić czegoś co mu się nie spodoba. Może moglibyśmy pojechać do Nowego Jorku. Jechać w nocy i potem zrobić coś następnego dnia z okazji jego urodzin.



-Hej, skarbie- spróbowałam zwrócić na siebie jego uwagę. Whoa, powiedziałam to tak spokojnie... Jestem zszokowana, że się nie zająknęłam.



-Tak?- miał ten uśmieszek na twarzy, który wiedziałam że był spowodowany tym, że znów nazwałam go "skarbem".



-Nie chciałbyś może pojechać do Nowego Jorku?



-Kiedy?



Musiałam pomyśleć przez chwilę. Cholera, jego urodziny są w sobotę. Dlaczego nie pomyślałam o tym wcześniej? Oh, tak; próbowałam go nienawidzić. 



-Um... w piątek wieczorem.



-Ten za trzy dni?



-Tak, ten. Więc, chciałbyś?



Wyglądał jakby o tym myślał kiedy wyszliśmy z samochodu i weszliśmy do sklepu. Mam nadzieję że się zgodzi, bo nie myślałam o niczym innym, chyba że mielibyśmy oglądać filmy albo coś banalnego.



-Zastanawiam się czy to z okazji moich urodzin- spojrzał na mnie.



-Co jeśli tak?- wzruszyłam ramionami zanim wyciągnęłam kartę.



-Nie chcę, żebyś robiła z tego coś wielkiego; kończę tylko dwadzieścia dwa lata.



-Nie próbuję, myślałam tylko że powinniśmy zrobić coś... wyjść i coś zrobić. Poza tym, mam pieniądze, które mogę użyć, odkąd mój ojciec płaci za mój apartament i auto.



-Nie pozwolę ci płacić.



-Więc pojedziemy?



-Tak, jeśli tego chcesz.


-Chcę jechać tylko jeśli to jest coś co ty też chciałbyś zrobić. 


Teraz nie chciałam kłócić się o to kto będzie płacił. Po prostu chciałam się dowiedzieć co zrobić. Wiedziałam, że nie będzie chciał robić nic ekstrawaganckiego, ale chciałam żeby to było coś fajnego. Plus, nigdy nie byłam w Nowym Jorku, więc dla mnie to też będzie interesujące.



-Kilka stanów z dala od twojego byłego, który próbował się wczoraj ze mną pobić... brzmi nieźle.



Uśmiechnęłam się a mój telefon zawibrował w kieszeni. Wyciągnęłam go patrząc na ekran, nowa wiadomość.



















-O wilku mowa- zaśmiałam się połowicznie- Shawn chce się ze mną spotkać w kawiarni, żeby mnie przeprosić.



-Nie powinien przepraszać mnie za to, że mnie uderzył?- rozmyślał Harry.



-To ty mnie pocałowałeś.


-Ale on tego nie wiedział, widział tylko jak ty mnie całujesz.


-Cokolwiek. Możesz mnie tam podrzucić, a w międzyczasie weźmiesz swoje rzeczy z hotelu i odbierzesz mnie jak będziesz gotowy?



-Jasne. Jeśli będziesz potrzebowała, żebym znów skopał mu tyłek...



-Harry!



-Tylko mówię. To będzie zaszczyt jeśli będę mógł to zrobić- zaśmiał się i cmoknął mnie w policzek.



-Po prostu się pospieszmy, żebym mogła się z nim spotkać zanim zacznie kolejną lekcję.



* "jedną albo dwie paczki cukru"- oczywiście nie chodzi o kilogramowe paczki cukru, LOL, tylko o te takie małe saszetki z cukrem jakie są rozdawane np. w mcdonald's

** w oryginale jest, że pomija słowo "good" (good morning-dzień dobry), dlatego wyjaśnienie jest, że "nie lubi poranków", jeśli w polskim wyrzuciłabym słowo "dobry" i zostało by samo "dzień" to by brzmiało bez sensu.
___________________
hej.
zdążyłam przetłumaczyć rozdział, bo chciałam wam jakoś to wszystko wynagrodzić.
poświęciłam się trochę bo nie powinnam tak długo siedzieć przy kompie, ale co tam yolo, lol.
a teraz coś co jest dla mnie bardzo istotne i napisałam to już u góry, ale napiszę jeszcze raz


PROSZĘ ABY KAŻDY KTO CZYTA CORRUPTION, K A Ż D Y, SKOMENTOWAŁ TEN ROZDZIAŁ!!!

chcę sprawdzić ile was jest, więc błagam zróbcie to, chociaż pozostawiając głupi komentarz "czytam"


dam wam prosty przykład na to, że "20 komentarzy i następny rozdział" daje dużo.

spójrzcie, to jest liczba komentarzy pod rozdziałami gdzie prosiłam o 20 komentarzy:


 

to jest liczba komentarzy pod rozdziałem, gdzie o to nie prosiłam:

o 2/3 komentarzy mniej? serio? dlatego was o to proszę, rozumiecie już?

OKAY ALE PLS SERIO KAŻDY KTO CZYTA NIECH SKOMETUJE TEN ROZDZIAŁ, PROSZĘ, PROSZĘ, PROSZĘ, WYSTARCZY ZWYKŁE "CZYTAM"

następny rozdział powinien się pojawić w okolicach 31, bo wyjeżdżam teraz na obóz.

ask klik
+ dodałam po lewej stronie zakładkę "złap nas" gdzie bezpośrednio możecie dać follow mi, czy też naszej Gabby :)

środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział 41.

Rozdział zawiera sceny erotyczne, przeznaczone dla osób powyżej 18 roku życia. Czytasz na własną odpowiedzialność.
(czytaj notkę pod rozdziałem)


-Nie nudzę cię, prawda?- spytał Shawn wyrywając mnie z moich myśli.

-Nie- pokręciłam głową- Przepraszam, byłam dziś trochę roztrzepana.

-Co się dzieje?- spytał skonsternowany.

-To tylko-

Głośne pukanie przerwało mi w pół zdania.

-Zaraz wracam

Podniosłam się z kanapy i ruszyłam do drzwi. Pukanie nie ustawało i stawało się coraz bardziej wkurzające. Tak szybko jak otworzyłam drzwi moje oczy spotkały zieloną parę oczu, sekundę przed tym jak ręce otoczyły moją twarz i miękkie usta złączyły się z moimi.

Chciałam go pocałować, chociaż wiedziałam że nie powinnam, nie mogłam. Moje dłonie odpychały się od piersi, odpychając go ode mnie. Nie wydawał się zaskoczony mają reakcją, po prostu był smutny. Nienawidziłam widzieć go smutnego.

Nie. Muszę go trzymać od siebie z daleka. Nie mogę pozwolić mu za mną chodzić. Kim on do cholery myśli że jest, żeby przychodzić do mojego mieszkania i tak znikąd mnie całować?

-Co do cholery? - rzuciłam

-Przepraszam...nie powinienem...

Byłam zdziwiona, że potyka się o własne słowa, zawsze wszystko miał przygotowane. Co mu się stało?

-Ja tylko....och pieprzyć to. Nie mogę nawet myśleć.

Patrzyłam na niego w milczeniu, jak chodzi po korytarzu, ciągnąc przy tym końcówki swoich włosów. Z jakiegoś powodu nie umiałam się zmusić aby zamknąć drzwi. Przyszedł tu po coś a ja chcę wiedzieć po co. To nie może być tak że tylko mnie pocałował. To byłaby strata czasu.

-Harry dobrze się czujesz? –zapytałam zmartwiona

-Czy dobrze się czuję? jesteś poważna pytając mnie o to? Czy wyglądam jakby było w porządku, Gabby?- odgryzł się

-Jeśli masz zamiar być dupkiem, możesz po prostu wyjść

Chciałam zamknąć drzwi, ale jego ręka mi to uniemożliwiła, westchnęłam i otworzyłam je ponownie.

-Proszę nie zamykaj drzwi- błagał.

-Dobrze. dlaczego tu jesteś? - zapytałam krzyżując ramiona na piersi

-Jestem tu, ponieważ cię potrzebuje, Gabby. Nie mogę bez ciebie żyć. Ty..

Harry zamilkł i spojrzał za mnie. Odwróciłam się aby zobaczyć Shawn'a który stoi oszołomiony sceną która się przed nim odbywa. 

-Idź zaraz wrócę - odprawiłam go z wymuszonym uśmiechem

-Nie. może zostać, po prostu chcę abyś wysłuchała tego co mam do powiedzenia, potem zostawię cię w spokoju na zawsze- Harry przerwał

Shawn został tam gdzie powiedział, ale Harry nie zwraał uwagi na niego. To było dla mnie bardzo niewygodne.

-Myślałem dzisiaj i zdałem sobie sprawę że byłem tym który spieprzył wszystko. To nigdy nie była twoja wina, to zawsze ja. Zasługujesz na lepsze niż to jak ja cię traktowałem i ja to wiem, ale Gabby nie wiem jak rodzić sobie z bólem po utracie ciebie. Byłaś powodem dla którego wstawałem rano i faktycznie szedłem do tego popierdolonego liceum. Sprawiłaś że się śmiałem i uśmiechałem, czego nikt inny nie potrafił zrobić. Zdałem sobie sprawę, że jesteś moim powodem do życia, oddychania, przechodzenia przez piekło życia które dostałem. Nie wiem, jak będę żyć bez ciebie i to gówno mnie przeraża. Ale tym co naprawdę sprawia że boli, jest kurwa świadomość że zmarnowałem wszystkie szanse jakie mi dałaś. Chcę spędzić z tobą resztę życia ale wiem że na to nie zasługuje i…

Nie obchodziło mnie że Shawn tam stał a ja już zaczynałam płakać, po prostu musiałam zamknąć Harry’ego zanim rzuci się przede mną na kolana. Moje usta były złączone z jego ustami a ramiona zaciśnięte wokół szyi. Zajęło mu trochę aby odwzajemnić pocałunek i złapać moją twarz w dłonie.

Gdy tylko się oderwał, otworzyłam usta aby coś powiedzieć, ale zakryłam je dłonią kiedy zdałam sobie sprawę że Harry potknął się do tyłu. Dłonią otarł krew ze swojej wargi, złość zawładnęła nad jego ciałem.

Nie. To się nie dzieje. Nie-e.

Oboje teraz byli w korytarzu i nie mogłam uwierzyć w to co widziałam, jak stałam obok wejścia do mojego mieszkania.

Harry był wyższy od Shawn’a i jestem pewna że bardziej doświadczony kiedy zaczęli się bić. Miał przewagę i naprawdę trochę bałam się o Shawn’a.  Shawn zadał kolejny cios Harry'emu ale ten się uchylił. 

Tak, To się naprawdę dzieje. Mhmhhm

Faktycznie byłam przestraszona, mrużyłam oczy ale nie mogłam ich zamknąć. Najgorsze było to jak ich zatrzymać.

Zauważyłam jak pięść Harry'ego uderza w szczękę Shawna. Zwrócił większą uwagę szczęce niż Harry i jako wynik dostał z pięści w brzuch. Shawn skulił się i położył się na ziemi trzymając się za brzuch.

Mogłam powiedzieć, że Harry zastanawiał się czy go nie pobić bardziej. Harry był starszy, wyższy, silniejszy i bardziej doświadczony. Shawn nie miał szans i kto wie co by się stało gdyby Harry się nie zatrzymał.

- Shawn- powiedziałam tak głośno aby zwrócić uwagę ich obu.

Obaj zwrócili się do mnie a oczy Harry'ego były pełne strachu, a Shawn który kulił się w tym momencie z bólu.

Spojrzałam prosto w oczy Harry'ego, mówiąc do Shawn’a.  
-Przykro mi ale to nam nie wyjdzie.

Twarz Harry'ego rozjaśniła się uśmiechem, podszedł do mnie. Dłońmi złapał moją szczękę, pochylił się i mnie pocałował. Starałam się kontrolować uśmiech na mojej twarzy gdy pogłębił pocałunek. Pojawił niewielki metaliczny smak od zaschniętej krwi na jego wardze ale mi to nie przeszkadzało. Wrócił i to wszystko co się dla mnie liczy.

Weszliśmy do środka i zamknęłam drzwi, zostawiając Shawn’a z bólem. Czułam się źle gdy to zrobiłam ale Harry powiedział że będzie w porządku a ja mu ufałam.

Może nie powinnam mu już więcej ufać. Może jestem idiotką przez to że przyjęłam go z powrotem po tym wszystkim co mi zrobił.

Ale wiesz co? naprawdę mnie to nie obchodzi. kocham go a on kocha mnie. Jesteśmy okropni i w tym samym czasie idealni dla siebie. 

Harry i ja staliśmy przed zamkniętymi drzwiami w moim mieszkaniu, moja głowa spoczywała na jego piersi a ramiona były owinięte wokół niego, wsłuchiwałam się w bicie jego serca. Trzymał mnie blisko siebie a dłonie trzymał w dolnej części pleców i pocałował czubek mojej głowy. 

Ten moment był idealny. Szkoda że każdej chwili tak nie dzieliliśmy. Nigdy nie opuściłabym jego boku nawet na sekundę gdyby tak było.

-Powinniśmy zacząć powoli- zaproponowałam wtulona w jego pierś.

-Wszystko co chcesz kochanie – odpowiedział.

Spojrzałam w górę na niego i uśmiechnęłam się. Pochylił się i pocałował mnie w czoło, co sprawiło że uśmiechnęłam się jeszcze raz. Może tak być już zawsze? Poprawka, czy my możemy być tacy już zawsze?

***

Tak bardzo powoli, moja świadomość przypominała mi gdy byłam przyciśnięta do ściany w sypialni, moja koszula była ściągnięta, zostałam tylko w biustonoszu i majtkach. 

Harry był zaledwie w bokserkach, kiedy do mnie przywarł. Naprawdę poczułam to wszystko w dole brzucha, kiedy zaatakował moje usta zachłannie mnie całując, a nasze języki walczyły o dominację. 

Każdy jego krok wiązał się z tym, że musiałam podchodzić dwa kroki biorąc pod uwagę naszą różnicę wysokości. Role się odwróciły, kiedy Harry wspiął się na łóżko a ja za nim. Położył się na boku, na swojej połowie, prawdopodobnie myśląc że ja położę się obok. Zamiast tego popchnęłam jego biodro tak, że ułożył się na plecach i usiadłam na nim. 

Zanurzyłam głowę w dół szyi i zaczęłam składać szlak pocałunków wzdłuż obojczyka poprzez tors, aż do bokserek. Lizałam pasek na skórze nad bokserkami trzymałam z nim kontakt wzrokowy kiedy obserwował każdy mój ruch.

Dotykałam każdy centymetr jego ciała i ''przypadkowo'' dotknęłam wypukłość w jego bokserkach, przez co z jego ust wydobył się jęk. Zadowolona z reakcji, powtórzyłam ruch z większą siłą. Odpowiedział przyciskając mnie do materaca.

-Nie drażnij mnie- praktycznie warknął.

Uśmiechnęłam się i podniosłam ręce do jego szczęki, ciągnąc go aby mnie pocałował. Jego palce zaczepiły o gumkę moich majtek, oderwał się od moich ust aby ściągnąć je ze mnie.

Gdy materiał zniknął, zaczął całować wewnętrzną stronę moich ud. Jego język przesunął się wyżej tam… na dole, ale potem odsunął się, pozostawiając mnie rozczarowaną i zaczął całować mój brzuch.

-Karma jest suką -uśmiechną się kiedy wrócił do mojego poziomu.

Przyciągnęłam go do siebie i liżąc jego policzek powiedziałam

-Wiem.

-Co ty, zwierzę?- zażartował.

Odzyskałam powietrze i wykonałam dźwięk ryku, Harry znieruchomiał na kilka sekund.

-Byłabyś seksownym tygrysem- skomentował.

Żartobliwie ugryzłam czubek jego nosa.

-Ow- jęknął chociaż wiedziałam, że to go nie boli.

-Och przykro mi skarbie- grałam pozostawiając pocałunek na jego nosie.

-Skarbie?

-Masz z tym problem?

-Podoba mi się to.

Przycisnął usta do moich a jego język dostaje się do moich ust. Jakoś znalazłam materiał jego bokserek i delikatnie za nie pociągnęłam, cicho prosząc żeby zniknęły.

Harry dokończył to i ściągnął je z siebie całkowicie i wrócił między moje nogi. Zaczął całować mnie od szyi aż po ucho.

- Nadal bierzesz tabletki, racja?- zapytał

-Tak

-Dobrze bo nie zabrałem ze sobą prezerwatyw -uśmiechnął się

Czy to dziwne, że jest ulgą słyszeć że nie planował z nikim spać? W moim umyśle to było potwierdzenie że z nikim nie spał ani tego nie planował.

Moje usta się otworzyły i wydobył się z nich cichy jęk, kiedy we mnie wszedł. Minęło trochę czasu odkąd naprawdę uprawialiśmy seks i bynajmniej nie był on mały. Musiałam dostosować się w każdym razie.

-Wszystko w porządku?- zapytał i wszedł we mnie cały pozwalając mi przyzwyczaić się do wielkości. 

-Tak- odetchnęłam- Po prostu minęło trochę czasu.

-Wiem, kochanie- powiedział cicho wkładając kosmyk włosów za ucho

-Daj mi znać jeśli chcesz żebym się zatrzymał.

Kiwnęłam głową i starałam się aby moje jęki były ciche, a on zaczął się poruszać. Nie chciałam, aby ludzie tutaj zaczęli o gadać o jęczącej mnie tak jak to było w Anglii, bo ktoś wysłał nagranie. 

Obydwoje zaczęliśmy ciężej oddychać, gdy zaczął się szybciej poruszać a moje jęki były coraz trudniejsze do opanowania. Moje ręce znalazły się między jego łopatkami i przejechałam paznokciami po jego skórze. Na pewno będzie miał po tym wiele czerwonych śladów w tamtym miejscu.

Harry powiedział wiele wulgaryzmów kiedy jego imię wychodziło z moich ust, a po chwili znieruchomiał. Wydawało się jakby w pokoju było o dziesięć stopni więcej. Jedno pchnięcie i doprowadził mnie do stanu euforii. Skończył niedługo po tym, dysząc w moją szyję.

Gdy już się uspokoił, zszedł ze mnie i położył się na boku z głową oparta na dłoni i patrzył na mnie.

-Co?- spytałam

-Po prostu nie mogę uwierzyć że przyjęłaś mnie z powrotem… nie będziesz tego żałować

Uśmiechnęłam się i spojrzałam w sufit. Byłam szczęśliwa że znowu jesteśmy razem i miałam nadzieję, że podjęłam właściwą decyzję. 

Było cicho przez chwilę zanim pojawiło się w mojej głowie pytanie, nie myśląc powiedziałam je na głos.

-Chcesz mieć dzieci?

___________
badumtss
lol
hejcia.
dawno nie było czerwonej czcionki cnie? hehe no wiem.
cieszycie się że Habby (?) is back?
bo ja tak ehehe
zdziwiło was pytanie gabby na końcu?
piszcie w komentarzach :)

ok, a teraz coś co mnie troooooszkę zirytowało, ale tylko odrobinkę:)

piszecie mi w komentarzach żebym zniosła "20 komentarzy i nowy rozdział" bo to bez sensu. wiecie co jest bez sensu? że kiedy to zrobiłam jakiś czas temu, dostałam 15 komentarzy mniej :) dla mnie to ma sens i nie rozumiem czemu wam to przeszkadza? narzekacie na to jak nie wiadomo co bym wam robiła, gdy tak naprawdę, jedyne co chcę to małą "zapłatę" za to ile czasu poświęcam wam na tłumaczenie tego. zajmuje wam to kilka sekund, czy to naprawdę jest takie trudne?
nie chce narzekać czy coś, wiem, że mam najlepszych czytelników na świecie (kc), wiem że nie muszę tego tłumaczyć, wiem, wiem, wiem.
ale chodzi o to, że naprawdę to jest jedyna rzecz jakiej od was oczekuję, komentarz, jeden komentarz, chociażby gdzie jest napisane "super" albo "chce next". nawet nie zdajecie sobie sprawy ile to dla mnie znaczy.

dalej

nie narzekam że "spada mi oglądalność" kiedy piszę tak pod każdym rozdziałem. wiem, że sama nawaliłam, wtedy gdy rozdziału nie było przez miesiąc, wiem. chcecie żebym tłumaczyła rozdziały częściej, rozumiem. wiem jak to jest, czekać długo na nowy rozdział ff, bo sama nienawidzę czekać. ale musicie zrozumieć, że ja też mam SWOJE życie. tak, wiem, to dziwne, wow, ale mam swoje życie. ten rozdział, rozdział 41, był przetłumaczony już w sobotę, bo jest przetłumaczony przez angelę. ale nie mogłam go wcześniej poprawić ani dodać, wiecie czemu? zgadnijcie. tak, bo mam własne życie i mam też wakacje jak każdy z was, i chcę z nich trochę skorzystać :) 

apropos

we wtorek wyjeżdżam na obóz. nie będzie mnie do 29. postaram się jeszcze przed wyjazdem wrzucić rozdział, ale nie obiecuję, jasne?

dalej

niedługo szkoła. jako że jestem w ostatniej klasie gimnazjum, zbliżają się testy. wiem, że chcecie rozdziały szybciej i ja naprawdę to rozumiem i naprawdę chciałabym dodawać je częściej, ale tym razem i wy musicie zrozumieć to, że przez ten rok, nauka będzie dla mnie najważniejsza, bo tu chodzi i moją dalszą edukację i o to czy dostanę się do liceum takiego jak chcę oraz czy znajdę sobie pracę taką jak chcę.

kontynuując

rozdziałów nie będzie częściej i musicie to znieść. rozumiem, że prawdopodobnie stracę czytelników, ale trudno, edukacja jest ważniejsza.

podsumowując

musicie mnie znieść, przepraszam, wiem, jestem okropna, ale takie mam życie, poza tym gdy wrócę do szkoły, wracają mi także treningi= czas tylko na jedzenie i spanie.

to by było na tyle co mnie męczyło i musiałam wam w końcu powiedzieć. notka jest pewnie dłuższa niż rozdział i zajęło mi z 20 minut pisanie jej lol, ale co tam.

kocham was nadal, mam nadzieję że wy mnie jeszcze troszkę lubicie :)

ask 

dajcie follow naszej Gabby, klik